Translate

środa, 20 kwietnia 2016

Czasami zdarza się miłość, która prowadzi do zagłady świata...

„Nigdy nie wierzyłam w ''przeznaczenie''. To było słowo rodem z Hollywood – klisza utworzona na potrzeby sprzedaży romansideł i praw do filmów.
Miłość jak uważałam, to ogólnoludzka obsesja zrodzona z desperackiego marzenia. Szukanie drugiej połówki, połączenie przez gwiazdy,  przeznaczenie – wymyślono na to mnóstwo bzdurnych określeń. Ja jednak sądziłam, że to tylko hormony, zwykła biochemia, zrodzone ze strachu przed samotnością złudzenie, że można żyć razem długo i szczęśliwie.
Problem w tym, że Hollywood, Stephenie Meyer i harlequiny mówią prawdę – przeznaczenie łączy ludzi.
Tylko nie rozumieją, że to wcale nie musi oznaczać niczego dobrego.”








Poppy Lawson nigdy nie wierzyła w prawdziwą miłość. Nigdy żaden chłopak nie zrobił na niej takiego wrażenia, by chciała spędzić z nim resztę swojego życia. Sądziła, że dopiero po 19-nastce znajdzie sobie odpowiedniego chłopaka.
Cóż, myliła się.
Przystojny, dobrze zbudowany, z ciemną grzywą i hipnotyzującym spojrzeniem – poznajcie Noego. Od dnia, kiedy Poppy go poznała, nic nie jest takie same.


Gdy trafiłam na tę książkę w empiku, pomyślałam „Muszę ja mieć!”. Sama okładka i opis strasznie mi się spodobały. Czułam, że to będzie świetna powieść.
Bardzo się cieszę, że się nie myliłam.
Na początku trochę ciężko było mi wpasować się w przedstawiony świat, w styl autorki i jej sposób pisania. Miałam wrażenie, że na początku wolno szło jej rozkręcenie akcji. Na szczęście z każdą następną stroną robiło się coraz lepiej. Ciekawsze akcje, dialogi, sytuacje. Widać było, że Holly Bourne wreszcie odnalazła swój rytm.

Na początku myślałam, że będzie to po prostu książka o miłości, w której dwie przeznaczone sobie osoby w końcu się spotykają, zakochują w sobie i żyją długo i szczęśliwie.
Mimo że nie mam nic przeciwko takim obrotom spraw, muszę przyznać, że Bourne bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Jako jedna z nielicznych przedstawiła miłość, jako coś złego, uzależniającego i prowadzącego do zagłady świata. Chyba nikt nie spodziewał się takiego rozwiązania.

Sama Poppy bardzo przypadła mi do gustu. Ironiczna, sarkastyczna, z dziwnym poczuciem humoru, a przede wszystkim nie wzdychająca do każdego napotkanego chłopaka. Dzięki jej charakterowi mogliśmy naprawdę poczuć, jak bardzo zakochała się w Noem. To było dla niej coś całkiem nowego, przerażającego ale i pięknego.
Oczywiście Noe, to chłopak, którego każda z nas chciałaby mieć. Przystojny, inteligentny, zabawny, troskliwy, romantyczny i bogaty. W chwili, gdy zakochał się w Poppy, wszystko się dla niego zmieniło. Dzięki niej, stał się lepszą osobą i pokonał swoje demony.

Zakończenia książki, kompletnie się nie spodziewałam. Musiałam zaopatrzyć się milion chusteczek do nosa – a wiecie, co to oznacza. Jednak myślę, że to było bardzo dobre zakończenie. Idealne podsumowanie tej pięknej ale i niebezpiecznej miłości.

Po skończeniu „Przeznaczeni” miałam jednego z moich dużych „kacy książkowych”. Leżałam przez chwilę ze wzrokiem wbitym w sufit i jeszcze raz przeżywałam wszystko od nowa.

Jeśli lubicie historie miłosne, ale takie nie całkiem piękne to polecam wam sięgnąć po „Przeznaczeni” Holly Bourne. Nie zawiedziecie się!



Moja ocena: 9/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz